Pomysł na rowerowe "poznawanie" Mazur od dawna nie dawał nam spokoju. Piękne krajobrazy, kręte drogi, długie zjazdy i podjazdy, a wszystko to pośród pięknych jezior. Czego chcieć więcej? Sprawnego roweru i dobrej pogody oczywiście ;)
Na termin wyjazdu wybraliśmy wtorek (21.08). Plan? Dojechać pociągiem do Ełku, a następnie bocznymi drogami wrócić do Białegostoku. Mieliśmy do wyboru pociąg o 6:00 i o 12:00 - oczywiste, że wybraliśmy wcześniejszy. Konsekwencją takiego wyboru była wczesna pobudka (~4:30) - wbrew pozorom nie było to takie łatwe... Na dodatek wyjazd zawisł pod znakiem zapytania z powodu burzy, którą słychać było wcześnie rano na zachodzie, a także kropiącego deszczu. Mimo wszystko byliśmy zdeterminowani i nieugięci! O 5:37 staliśmy już z rowerami przy kasach na dworcu, wzbudzając zainteresowanie porannych podróżnych. Bilety kosztowały nas: 17,64zł (szkolny, a co!) za siedzenie w wagonie i 4,50zł za powieszenie roweru w wagonie rowerowym.
Około 7:30 rano byliśmy już w Ełku i szukaliśmy jakiejś ciekawej bocznej drogi, która doprowadziłaby nas w okolice Grajewa. Niestety mapa, w jaką byliśmy wyposażeni, zawiodła nas - zaznaczone na niej były tylko nieliczne wioski, co poważnie utrudniało nawigację. Właściwie większość drogi jechaliśmy "w ciemno" kierując się moim lepszym lub gorszym zmysłem nawigacyjnym ;) Pogoda dopisywała, kondycja też w miarę, tak więc przemieszczaliśmy się na tyle szybko, na ile pozwalały asfaltowo-smołowe, brukowane (to określenie na wyrost) lub gruntowe drogi.
Na szosę ełcką wyjechaliśmy w okolicy Prostek, mając 55km na licznikach - mapa wskazywała kilka dobrych bocznych dróg, jednak przestaliśmy jej ufać i aż do Moniek (z postojem w Osowcu Twierdzy) gnaliśmy szosą. W Mońkach trzeba było zjeść jakiś obiad - nie samym koksem żyje człowiek! Trafiliśmy więc na bar "Cechowa", znajdujący się tuż przy wjeździe do miasta od strony Białegostoku. Za ~10 zł zjedliśmy (niespodziewanie) duży i dobry obiad. Bio dostał nawet gratis podwójną sałatkę, ale to już inna historia :D
Posileni obiadem ruszyliśmy w dalszą drogę - przez Dziękonie, Boguszewo i Zastocze do Krypna. Następnie przez Pogorzałki, Dobrzyniewo Kościelne i Fasty wróciliśmy do Białegostoku, gdzie przywitał nas chłodzący deszcz. Trasę ukończyliśmy mając ~155km na liczniku.
Wniosek na przyszłość: na Mazury (z) rowerami trzeba jechać na kilka dni, jeden dzień to trochę za mało. Mimo wszystko było świetnie i zapewne wrócimy tam jeszcze niejeden raz...
Opis trasy już niedługo w przewodniku!