W dniu dzisiejszym, po świątecznym obżarstwie, postanowiliśmy wraz z biomatem odbyć pokutny wyjazd poświąteczny w formie nocnego roweru... Wszystko wyglądałoby tak jak zwykle, gdyby nie fakt że dziś mamy mokre święto. Stało się tak, jak przewidział ICM. Pogoda nie żałowała nam wody, tak więc z Choroszczy wróciliśmy przemoczeni do suchej szprychy (w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w tunelu żeby wylać wodę z butów, wykręcić spodnie i rękawice). Mimo wszystko było świetnie, strat w ludziach nie było, a ubrania i rowery powinny wyschnąć do jutra - to się nazywa śmigus-dyngus...
p.s. podczas dzisiejszego wyjazdu zostawiłem za sobą już tysięczny kilometr w tym sezonie, oby tak dalej ;>
Witajcie
A ja myślę co to za dwóch kosmitów po Choroszczy w zielonych kamizelkach mknie? I macha do mnie.
Teraz wszystko jasne. Pozdrawiam.

okrągły tysiak ;p i to od stycznia dopiero... nieźle ;p próbuję siebie wyobrazić na rowerze w taką pogodę xD pozdr